00:00
Do czego się dopuszczali było absolutnie chore, choć robili to w miejscach, w których zdrowie odmienia się przez wszystkie przypadki. Zbrodniarze w białych kitlach, pozbawieni empatii psychopaci. Ci, którzy mieli po pierwsze nie szkodzić. Przed Wami Jane Toppan, pielęgniarka, której uśmiech był ostatnim, co widziało wielu pacjentów. Doktor Marcel Petio, weteran wojenny, który odnalazł swoje mroczne powołanie we francuskich szpitalach. Waltraud Wagner i Anioły Śmierci ze szpitala Lanez, kolektyw, który w imię własnej wygody uśmiercał pacjentów na niespotykaną skalę.
00:35
Harold Shipman, ułożony angielski lekarz rodzinny, który zapisał się w historii nie tylko medycyny, jako doktor śmierć. Nils Hoggel, krwawy pielęgniarz, na którego dyżurach umierało najwięcej pacjentów. Z jego pomocą prawdopodobnie nawet ponad setka. Michael Swango, lekarz, który swoje chore pragnienia urzeczywistniał na pacjentach i na współpracownikach. Beverly Allitt, pielęgniarka, która całe życie pragnęła uwagi i dla niej pozbawiała życia tych najbardziej bezbronnych.
01:05
Dzieci, sięgnijcie razem z nami do archiwum podcastu Dorwać Bestie i posłuchajcie o tych, którzy mordowali na szpitalnych korytarzach, w szpitalnych gabinetach i w domach opieki.
01:19
Dorwać bestie w RMFFM.
01:24
Imię i nazwisko. Nora Kelly, później zmienione na Jane Topan. Pseudonim. Wesoła Jane. Czas i miejsce popełniania zbrodni. Stany Zjednoczone, Massachusetts. Od 1895 do 1901 roku. Liczba ofiar. 31, do których się przyznała.
01:43
Szacowane nawet 100.
01:45
Skazana na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Durwać bestie w RMFN.
01:55
Zrobiłaś to, o co prosiłam, Jane? Tak, pani Topan. Wszystko posprzątane. Czy mogę teraz poczytać? Tylko nie te książki z okropnymi medycznymi rycinami. Jesteś tu od pracy, a nie od mądrzenia się.
02:08
Historia jednej z najsłynniejszych, jeśli nie najsłynniejszej amerykańskiej trucicielki rozpoczęła się od biedy i odrzucenia. Urodziła się w 1854 roku w Bostonie jako Honora Kelly, córka irlandzkich imigrantów. Jej wczesne dzieciństwo To miejsce było naznaczone tragedią. Matka zmarła na groźlicę, gdy dziewczynka miała zaledwie rok. Ojciec Peter Kelly, znany w okolicy ekscentryk, znęcał się nad dziećmi, a według lokalnych plotek w przepływie szaleństwa i w alkoholowym amoku zaszył sobie własne powieki.
02:40
W 1863 roku ostatecznie pozbył się córek, oddając je do bostońskiego przytułku dla kobiet. Dwa lata później, w 1865 roku niespełna 11-letnia Honora trafiła do domu zamożnej rodziny Toppanów w Lowell w stanie Massachusetts. Została tam przyjęta jako służąca w ramach popularnej w tamtych czasach formy opieki nad sierotami. Topanowie nigdy formalnie jej nie adoptowali, ale zmienili jej imię na Jane i pozwolili używać swojego nazwiska.
03:11
Jane dorastała w cieniu swojej przybranej, faworyzowanej siostry Elizabeth. Zawsze czuła się gorsza, traktowana jako tania siła robocza. Mimo to wykazywała się ponadprzeciętną inteligencją i ambicją, która wkrótce miała pchnąć ją na ścieżkę medycyny.
03:28
Pielęgniarka to pan? Znowu spędza pani czas w kostnicy?
03:32
Tylko obserwuję, doktorze. Zmiany patologiczne w tkankach są fascynujące.
03:38
Proszę wracać na oddział. Żywi pacjenci pani potrzebują.
03:42
W 1885 roku, w wieku 31 lat, Jane Toppan rozpoczęła szkolenie pielęgniarskie w Cambridge Hospital. Szybko zyskała przydomek wesoła Jane. Była zawsze uśmiechnięta, towarzystka, a przełożeni cenili ją za oddanie pracy. Kochała przebywać z pacjentami. Nikt nie wiedział jednak, że jej troska miała drugie, makabryczne dno. To właśnie w Cambridge Hospital Jane rozpoczęła swoje przerażające eksperymenty. Zafascynowana działaniem farmaceutyków na ludzki układ nerwowy, zaczęła manipulować dawkami leków przepisywanych pacjentom.
04:18
Jej ulubionym narzędziem zbrodni stała się mieszanka dwóch substancji – morfiny i atropiny.
04:25
Siostro, dziwnie się czuję.
04:28
Serce mi kołacze. Spokojnie, proszę pani. To naturalny efekt leków. Zaraz minie. Zaraz będzie po wszystkim.
04:39
Morfina działała na ośrodkowy układ nerwowy powodując senność, zwolnienie oddechu i zwężenie źrenic. Atropina z kolei przyspieszała akcję serca, rozszerzała źrenice i wysuszała błony śluzowe. Podając je naprzemiennie lub razem to pan wywołowała u pacjentów gwałtowne wahania stanu zdrowia. Eksperymentowała sprawdzając jak pacjent zareaguje. Celowo doprowadzała ich na kraj śmierci i udawała, że ich ratuje, by ostatecznie i tak odebrać im życie. Została zwolniona z Cambridge Hospital po tym, jak oskarżono ją o lekko myśl na podawanie opiatów, ale z powodu braku dowodów na celowe doprowadzenie do śmierci pacjentów nie poniosła konsekwencji karnych.
05:19
Niedługo później zatrudniła się w Massachusetts General Hospital, skąd również szybko ją wyrzucono. To jednak nie powstrzymało wesołej Jane. Rozpoczęła karierę prywatnej pielęgniarki, co dało jej jeszcze większą swobodę i brak jakiegokolwiek nadzoru.
05:36
Czuję się po tym lekarstwie dziwnie słabo, Jane.
05:39
Ciii, kochanie. To tylko po to, żebyś mogła spokojnie zasnąć. Zostań tu ze mną. Będę przy tobie do samego końca.
05:48
Większość trucicielek w historii kryminalistyki zabijała z pobudek finansowych, dla spadków polis ubezpieczeniowych czy ukrycia kradzieży. Jane Toppan była inna. Kradła od swoich ofiar, to prawda, i potrafiła zabić z zemsty lub gdy uważała kogoś za bezużytecznego, ale jej główny motyw był znacznie mroczniejszy i głęboko psychopatyczny. Podczas późniejszych zeznań Topan przyznała, że odczuwała seksualne podniecenie, obserwując pacjentów w wagonii.
06:19
Kiedy podawała śmiertelną dawkę, kładła się w łóżku obok swoich ofiar, obejmowała je i patrzyła im w oczy, gdy traciły świadomość. Fascynowało ją to absolutne poczucie władzy nad życiem i śmiercią. Była aniołem śmierci, który czerpał satysfakcję z tego, że ostatnią rzeczą, jaką widziały jej ofiary, była jej uśmiechnięta twarz. Jej bezkarność trwała latami. Trucizny, których używała, potrafiły się maskować między objawami innych chorób. W tamtych czasach, gdy starzy lub schorowani ludzie umierali we własnych łóżkach, lekarze rzadko zlecali autopsję.
06:54
Uznawano to za naturalną kolej rzeczy. Jane Toppan zabijała swoich pacjentów, ale nierzadko również ich bliskich. Zabijała przyjaciół, a nawet członków swojej własnej, przybranej rodziny. W tym w 1899 roku swoją siostrę Elizabeth rzekomo po to, by zdobyć jej męża.
07:14
Cztery zgony w jednej rodzinie w ciągu kilku tygodni?
07:18
To nie może być zbieg okoliczności, panie kapitanie.
07:21
Właśnie dlatego chcesz zarządzić ekshumację, doktorze. Ta kobieta, Jane, ona była przy nich wszystkich.
07:30
Koniec bezkarności wesołej Jane nastąpił w 1901 roku. Wtedy to Topan wzięła na celownik pewną rodzinę. Wynajmowała domek letniskowy w miejscowości Kateyumet od starszego małżeństwa, Aldena i Matthew Davisów i zalegała im z czynszem. Gdy Matthew Davis przyjechała do Bostonu, by odzyskać dług, Jane otruła ją. Zaledwie kilka dni później, pod pretekstem niesienia pocieszenia w żałobie, Topan pojechała do domu Davisów. Tam metodycznie w ciągu zaledwie kilku dni wymordowała resztę rodziny.
08:01
Najpierw podała truciznę jednej z córek, Genevieve. Następnie zabiła ojca rodziny, Aldena Davisa. Na koniec otruła drugą córkę, Minnie Gibbs. Osiągnęła swój cel. Pozbyła się całej rodziny, której była winna pieniądze. Jednak tym razem przeszarżowała. Kapitan Paul Gibbs, teść zmarłej Minnie, nie uwierzył w nagłą epidemię w rodzinie. Zauważył, że wszystkie zgony miały miejsce w obecności Jane Toppan. Skontaktował się z policją i z toksykologiem.
08:32
Zarządzono ekshumację ciała Minnie. Biegły ze zakresu toksykologii prof. Edward Wood z Uniwersytetu Harvarda przeprowadził badania i bez cienia wątpliwości potwierdził obecność w ciele ofiar śmiertelnych dawek morfiny i atropiny. To wystarczyło, by ruszyć w pościg za pielęgniarką.
08:52
Aresztuje panią pod zarzutem morderstwa Mary Gibbs.
08:56
Morderstwa? Przecież ja tylko przynosiłam im ulgę. Byli tacy starzy i bezradni.
09:03
Ulgę? Panno Topan. Nie tylko sąd, ale każdy normalny człowiek się z panią nie zgodzi.
09:12
29 października 1901 roku Jane Topan została aresztowana w Amherst w stanie New Hampshire. Początkowo zaprzeczała za żonę.
09:23
zaczęła mówić. I to, co powiedziała, zaszokowało nawet najbardziej doświadczonych śledczych. Jane Tapan nie tylko nie okazywała skruchy, ale wydawała się wręcz dumna ze swoich dokonań. Oficjalnie przyznała się do zamordowania 31 osób, wymieniając je z imienia i nazwiska. Prowadziła własny, upiorny rejestr. Badacze i historycy kryminalistyki podejrzewają jednak, że liczba jej ofiar mogła sięgać od 70 do nawet 100 osób.
09:53
Podczas przesłuchań to pan wyjawiła również swoją mroczną ambicję. Powiedziała śledczym wprost, że jej życiowym celem było zabić więcej ludzi, bezradnych ludzi, niż jakikolwiek inny mężczyzna czy kobieta, którzy kiedykolwiek żyli.
10:07
W czerwcu 1902 roku rozpoczął się proces, który trwał zaledwie 8 godzin. Biegli psychiatrzy, którzy zbadali oskarżoną, jednogłośnie orzekli, że Jane Toppan cierpi na moralne szaleństwo. Tego terminu w tamtych czasach używano na określenie głębokiej psychopatii i że Jane Toppan nie potrafi odróżnić dobra od zła. Sąd uznał ją za niewinną z powodu niepoczytelności. Zamiast na szuwienicę, Toppan trafiła do szpitala stanowego dla obłąkanych w Tauten. Spędziła tam resztę swojego życia, dożywając imponującego wieku 84 lat.
10:44
Zmarła w 1938 roku. Przez ponad trzy dekady pobytu w zakładzie zamkniętym, pielęgniarki i strażnicy często widywali, jak wesoła Jane spacerowała po korytarzach z charakterystycznym dla siebie uśmiechem i pytała personel...
11:00
Przynieść Ci coś do picia? Wyglądasz na bardzo zmęczoną.
11:05
Jane Toppan na przełomie wieków zrujnowała zaufanie do zawodu pielęgniarki. Udowodniła, że potwór nie zawsze czai się w mroku. Czasem podchodzi do łóżka najbardziej bezbronnych. Poprawia poduszkę i z uśmiechem gasi światło życia.
11:23
Imię i nazwisko. Miejsce i okres działalności. Paryż w czasach II wojny światowej. Strzykawka z cyjankiem. Między 27 a 60. Martwy.
11:47
Marcel André Henri-Félix Petiot urodził się 17 stycznia 1897 roku w Husser we Francji. Spora część jego dzieciństwa obrosła w mity i miejskie legendy, którym nie do końca można wierzyć. Podobno już od najmłodszych lat miał problemy z zachowaniem i wpadał w drobne konflikty z prawem. Pewnym jest natomiast, że w marcu 1914 roku po wielokrotnych wydaleniach ze szkół psychiatra zdiagnozował Marcela jako osobę chorą psychicznie. Mimo choroby Petiot ukończył swoją edukację w specjalnej akademii w Paryżu w lipcu 1915 roku.
12:23
Pół roku później w związku z trwającą pierwszą wojną światową został przymusowo wcielony do francuskiej piechoty.
12:31
W bitwie pod N najpierw został ciężko raniony, a później zatruty gazem bojowym. Mimo tego udało mu się przeżyć. Podczas długiej rekonwalescencji lekarze zaobserwowali u niego wiele nietypowych zachowań nasilonych przez szok wojny.
12:44
Ten petiot ma spore problemy psychiczne, a wojna raczej mu nie pomaga. Czyli wpisać niezdolny do powrotu na front. A skąd taki pomysł? Wysłać go tam, skąd go przysłali, jak tylko rana się zagoi.
12:57
Powrót na front odwlekły nieco w czasie działania samego Marcela. Podczas swojego pobytu w szpitalu ukradł kilka wojskowych koców, za co trafił do aresztu w Orleanie. Gdy wyszedł w czerwcu 1918 roku wysłano go znów na pole walki. Jednak po trzech tygodniach postrzelił się w stopę i trafił do szpitala psychiatrycznego we Florile-Zobre. Tam ponownie zdiagnozowano u niego problemy psychiczne. Nowa diagnoza zagwarantowała mu zwolnienie ze służby i rentę. Niedługo potem wojna się skończyła i Francja, chcąc docenić swoich weteranów, przyznała im kilka przywilejów.
13:31
Wśród nich był program przyspieszonej edukacji, z którego Petiot ochoczo skorzystał. I tak w niecałe 8 miesięcy odebrał dyplom uczelni wyższej. Gratuluję ukończenia kursu. Dziękuję, panie profesorze.
13:44
Ach, nie ma za co, panie doktorze. To zaszczyt móc się panu odwdzięczyć za służbę wojskową.
13:50
I tak Marcel-André-Henri-Félix Petiot, człowiek z wieloletnią i całkiem nieźle, jak na owe czasy udokumentowaną historią chorób psychicznych, został dyplomowanym lekarzem. Jeszcze w tym samym roku otworzył swój gabinet w Villers-sur-Yonne. Dzięki nowej profesji nie mógł narzekać na brak pieniędzy. Płacili mu pacjenci, płacił mu francuski rząd i płacili klienci, których interesowały mniej legalne praktyki. Petiot oferował nielegalne wówczas we Francji aborcje czy po prostu narkotyki.
14:20
Od tych ostatnich podobno sam nie stronił.
14:23
No weź, doktorku, przepisz mi coś z twojej specjalnej szafeczki.
14:27
Tylko troszkę. Zapłacę w przyszłym tygodniu. Przysięgam. Przykro mi, Pierre. Nie ma pieniędzy, nie ma lekarstwa.
14:34
Prawdopodobnie to w tym okresie Petiot zabił po raz pierwszy Za jego najwcześniejszą ofiarę uważa się Louise de la Vaux Córkę jednej ze starszych pacjentek Marcela Jeśli wierzyć plotkom, między doktorem a Louise nawiązał się bardzo płomienny romans O którym mówiła cała okolica Historia miłosna urwała się szybko, gdy Louise nagle zniknęła w maju 1926 roku Czyli jakieś pół roku po poznaniu Marcela Oczywiście tajemniczym zniknięciem kobiety zainteresowała się policja
15:03
Wie pan co, panie oficerze, jak tak teraz o tym myślę, to jednego ranka, jakoś tuż po jej zniknięciu, widziałem jak doktor ładuje ogromny pakunek do bagażnika swojego samochodu. Sprawdzimy to.
15:17
Śledztwo nie dało jednak żadnych rezultatów i w końcu zostało zawieszone. Według oficjalnej wersji Louise po prostu uciekła z domu. Jeszcze w tym samym roku Petiot znalazł sobie nowy, ambitny cel. Jego marzeniem stała się kariera polityczna, konkretnie stołek burmistrza Villeneuve-sur-Yonne. By zdobyć to stanowisko nie stronił od brudnych zagrywek. Zwycięstwo przyniósł mu prosty, choć skuteczny fortel.
15:41
Słuchaj, Pierre, ty pomożesz mi, a ja pomogę tobie. Plan jest prosty. Za tydzień mam debatę z tym idiotą. Niestety póki co on ma jeszcze szansę na wygraną i musimy mu ją odebrać.
15:51
Ale jak, doktorku?
15:52
Wejdziesz na widownię w trakcie debaty i jak tylko on zacznie coś mówić, to będziesz mu przerywał i rozkręcał awanturę. I nie martw się, opłaci ci się.
16:00
Prosta taktyka zdziałała cuda. Petio wygrał wybory i został burmistrzem. W 1927 roku Marcel poślubił Georgette Lable, która rok później urodziła mu syna Gerarda. Szczęśliwe życie rodzinne zakłócała jednak burzliwa kariera polityczna. Jako urzędnika nie interesowało go dobro publiczne. Ważniejsze były dla niego malwersacje, łapówki, przekręty finansowe, dlatego szybko wpadł w kłopoty. Po wielu skargach został zmuszony do poddania się do dymisji. W sierpniu 1931 roku razem z nim do dymisji podała się cała Rada Miasta.
16:35
Pięć tygodni później wystartował w wyborach do nowej rady i wygrał.
16:39
Dziękuję wszystkim, którzy uwierzyli w moją nieskazitelną opinię i zdecydowali się na mnie głosować. Mój sukces to wasz sukces.
16:46
Marcel nie utrzymał jednak zbyt długo stanowiska radnego. W 1932 roku oskarżono go o kradzież energii elektrycznej w Wilne-sur-Yonne i wyrzucono z rady miesta. Nie przejął się tym zbytnio i po prostu przeprowadził się do Paryża. Tam jego gabinet odnosił sukcesy i cieszył się niezwykłą popularnością. Mimo, że na ulicach czasami dało się słyszeć, że doktor trudni się także mniej legalnymi procederami.
17:10
Słyszał sąsiad? Dobrego doktora podobno aresztowali. Kleptomania podobno.
17:16
Jaka kleptomania, pani droga? Podatków nie płacił. Nieważne, jakie było źródło jego konfliktów z prawem, Petiot zawsze wychodził z nich obronną ręką. Nawet wybuch II wojny światowej i upadek Francji potrafił obrócić na swoją korzyść. Nigdy wcześniej nie miał aż tylu dróg do zbijania fortuny. Wystawiał fałszywe zaświadczenia medyczne dla Francuzów wcielonych do przymusowej pracy. Sprzedawał leki oraz narkotyki, a także próbował nawiązać kontakty z ruchem oporu, któremu obiecywał wynalezienie cudownej broni.
17:47
Panowie, to będzie coś przełomowego. Już prawie dobrałem idealne proporcje. Będziemy zabijać Niemców i nie zostawiać żadnych śladów. Ich lekarze będą myśleć, że umarli z naturalnych przyczyn. Jednak największy zysk przyniosła mu działalność powiązana z serią morderstw, której dokonał.
18:03
Plan był niezwykle prosty i jednocześnie niezwykle skuteczny, a żerował na desperacji i strachu ludzi przed nazistami.
18:09
Marcel przyjął pseudonim Dr. Ojean i razem ze wspólnikami, Rolem Furirem, Edmondem Pęntardem i René Gustavem Nezondetem, oferowali ucieczkę z ogarniętej wojną Europy.
18:22
Moi wspólnicy mówili Ci, jaki jest układ? A zresztą, na wszelki wypadek powtórzę, wygląda to tak. Ja biorę 25 tysięcy franków od osoby, organizuję wam bezpieczny przejazd do Portugalii i bilety na statek do Argentyny. A, jeszcze jedno. Urzędacy z Argentyny są bardzo upierdliwe, więc żeby was wpuścili, muszę was zaszczepić. To jak? Mamy umowę?
18:43
Wiele osób myślało, że to prawdziwe wybawienie.
18:46
Z jego usług korzystali wszyscy, których było na to stać. Zdemaskowani członkowie ruchu oporu. Ludzie, którzy podpadli gestapo i przede wszystkim Żydzi. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że szczepienia, które aplikował swoim klientom, zawierały wyłącznie cyjanek. Niestety dla Marcela tak skuteczna sieć ucieczek musiała w końcu zwrócić uwagę nazistów. Gestapo szybko odszukało wspólników Petiot, którzy pod wpływem perswazji tajnej policji i odrobiny tortur wyjawili prawdziwą tożsamość lidera ich grupy, zwanego na ulicach Paryża jako doktor Orzen.
19:17
Niedługo potem Marcel został aresztowany.
19:20
A teraz, panie Orzenpetio, czy jak tam pana jeszcze nazywają, wszystko nam pan wyśpiewa. Trasa przerzutowa, kontakty za granicą i współpracownicy z tego waszego małego, żałosnego ruchu oporu. No, słucham.
19:39
Petiot jako zwykły oszust i morderca nie miał potrzebnych gestapoinformacji, więc po 8 miesiącach został wypuszczony Gestapowcy liczyli, że więcej sukcesu odniosą obserwując podejrzanego niż torturując go W marcu 1944 roku Marselem zainteresowała się francuska policja A wszystko zaczęło się od duszącego dymu unoszącego się nad jednym z domów Marcela Co za smród! To chyba z domu doktora. Lecę na policję i na straż. Policjanci postanowili zadzwonić do właściciela domu, nim wkroczą na teren posesji.
20:11
Ze słuchawki usłyszeli tylko.
20:14
Nic nie ruszajcie i nie wchodźcie tam. Będę za 15 minut.
20:18
Jednak gdy właściciel nie pojawiał się przez dłuższą chwilę, straż i policja musiały wkroczyć. W środku ujrzeli potworny obraz rodem z koszmarów. Balające się po całym domu szczątki i pojedyncze części ciała. Chemikalia, prawdopodobnie do rozpuszczania zwłok oraz ludzka noga w jeszcze płonącym kominku. Niedługo po wkroczeniu służb na miejsce przybył sam właściciel. Na pytanie policji skąd w jego domu tyle ludzkich zwłok odparł z onszalancją.
20:43
Panowie, panowie, to nie są ludzie. To Niemcy.
20:47
Zabijam dla ruchu oporu. Funkcjonariusze uwierzyli mu na słowo i postanowili, że nie będą go aresztować, choć pozostanie pod obserwacją. Śledztwo przejął znany paryski komisarz Georges Victor Massou, którego zadaniem było ustalenie, czy faktycznie Petiot zabija dla ruchu oporu, czy też wspomaga Niemców.
21:04
Pod wodzą komisarza śledczy dość szybko zgromadzili dowody i odnaleźli świadków Wszystko wskazywało na to, że żadna z zakładanych przez nich wersji nie jest prawdą Chłopaki, wygląda na to, że ten gość nie działa ani dla nas, ani dla nich To zwykły sęp, oszukuje, okrada i morduje ludzi
21:29
Ale Petiot kolejny raz miał szczęście. Śledztwo przerwała inwazja aliantów na Normandię. Korzystając z zamieszania Marcel ukrył się, zmienił wizerunek i tożsamość. Kilka miesięcy później jako Henri Valery dołączył do francuskich sił wewnętrznych, jednoczących różne komórki ruchu oporu i policję w walce przeciwko niemieckiemu okupantowi. Henri został mianowany kapitanem specjalizującym się w przesłuchiwaniu więźniów i przechwytywaniu szpiegów. Jednak po odzyskaniu Paryża policja szybko przypomniała sobie o śledztwie w sprawie Petiot i ponownie zaczęła go szukać Do poszukiwań ochoczo dołączył także Henri Valery Ej to on!
22:06
To jest doktor Petiot, na pewno to jest on!
22:09
I tak 31 października 1945 roku Marcel Petiot został zidentyfikowany na stacji metra przez jednego ze swoich niedoszłych klientów i aresztowany Przy sobie posiadał pistolet, 31 700 franków i aż 50 różnych dowodów tożsamości. Po aresztowaniu wciąż twierdził, że mordował Niemców i konfidentów na zlecenie ruchu oporu.
22:30
Ile razy mam powtarzać, byłem członkiem ruchu oporu. Dom, w którym znaleźliście zwłoki to siedziba mojej komórki. Razem ze wspólnikami wymordowaliśmy masę nazistów i donosicieli. Nigdy nie zabiłem porządnego Francuza.
22:42
Jednak policja szybko ustaliła, że wśród znaczących figur ruchu oporu nikt nie znał Marcela Petiot, a nawet jeśli go kojarzył, to jako lekarza, który lata temu obiecywał wynalezienie sekretnej broni na nazistów. Proces ruszył w marcu 1946 roku. Przestępcy postawiono aż 138 różnych zarzutów od handlu narkotykami przez oszustwa i wyłudzenia po morderstwa. Obrońca Marcela Petiot również sięgnął po tę samą strategię co jego klient. Utrzymywał, że Marcel jest członkiem ruchu oporu i jako taki nie popełnił zbrodni zabijając wrogów.
23:15
Sąd jednak nie uwierzył w bajki o bohaterstwie doktora Petiot. Uznał go winnym 26 zarzucanych mu morderstw i skazał na karę śmierci. Wyrok wykonano kilka dni później. Marcel André Henri-Félix Petiot został stracony w najbardziej francuski ze wszystkich sposobów egzekucji. Ścięty na gilotynie.
23:44
Imiona i nazwiska. Waltraud Wagner, Maria Gruber, Irene Lajdow, Stefania Mayer. Pseudonimy. Anioły śmierci. Czas i miejsce zbrodni.
23:55
Austria, Wiedeń od 1983 do 1989 roku. Liczba ofiar. Udowodnione 49. Szacowane nawet 200. Skazane na Wagner i Lajdow na dożywocie. Mayer na 20, a Gruber na 15 lat więzienia.
24:20
Jak wygląda stan pacjentki?
24:21
Kobieta, 89 lat, duże nadciśnienie, postępująca demencja i podejrzenie nowotworu płuc.
24:27
Dobrze, wstępnie skierujemy na oddział chorób wewnętrznych.
24:31
Są miejsca, które z założenia mają być przystanią. Azylem, w którym ludzkie życie jest najwyższą wartością. Miejsca, gdzie w białych kitlach przechadzają się anioły niosące ulgę w cierpieniu. Szpitale. Ale historia zna przypadki, gdy biel kitla skrywa oblicze bestii. Gdy ręka, która ma leczyć, z zimną precyzją zadaje śmierć. Lata 80. Wiedeń, miasto walca sztuki i Freuda skrywało w sercu jednej ze swoich najnowocześniejszych placówek medycznych tajemnicę tak mroczną, że do dziś budzi ona lodowaty dreszcz.
25:08
Panie ordynatorze, mamy kolejne dwa przyjęcia.
25:11
Dziękuję. Zaraz się tym zajmę. Seniorzy?
25:16
Tak, tak, tak. Kobieta 82 lata i mężczyzna 86.
25:21
Geriatri Centrum am Weinerwald, potocznie zwane szpitalem w Leinz, było dumą austriackiej służby zdrowia. Nowoczesny kompleks położony w zielonej, spokojnej dzielnicy miasta. A w nim pawilon piąty. Oddział chorób wewnętrznych, na który trafiali głównie starsi pacjenci. Ludzie schorowani, wymagający stałej opieki, często samotni. Ufali, że są w dobrych rękach. Nie mogli mylić się bardziej. W 1983 roku pracę na tym oddziale rozpoczęła Waldraud Wagner.
25:53
Miała zaledwie 23 lata. Z pozoru była idealną pielęgniarką. Energiczna, pomocna, z uśmiechem na twarzy. Pod tą maską kryła się jednak otchłań pogardy dla słabości i przerażająca potrzeba władzy absolutnej. Władzy nad życiem i śmiercią. Wszystko zaczęło się od jednej pacjentki.
26:16
Ta papka mnie wykończy, że ciągle czegoś chce, ciągle dzwoni dzwonek. Czy ona myśli, że jest w hotelu?
26:22
Starsza kobieta według Wagner była trudna i roszczeniowa. Pewnej nocy Waltraud podeszła do jej łóżka. W jej głowie zaświtała myśl. Prosta, ale potworna. A co, jeżeli mogłaby zakończyć to cierpienie swojej pacjentki? Sięgnęła po fiolkę z insuliną i wstrzyknęła kobiecie śmiertelną dawkę. Następnego dnia nikt nie zadawał żadnych pytań. Od kolejna starsza osoba zmarła we śnie. Naturalna kolej rzeczy na oddziale geriatrycznym. Ale dla Waltraud Wagner ta noc zmieniła wszystko.
26:55
Poczuła przypływ mocy, odkryła, że może decydować, może być sędzią i katem i to uczucie uzależniło ją bardziej niż jakikolwiek narkotyk. Jednak zabijanie w pojedynkę nie było efektywne, bezpieczne i nie dawało pełnej satysfakcji. Potrzebowała publiczności i wspólników. Znalazła ich w swoim najbliższym otoczeniu. Pierwsza była siedemnastoletnia Irene Leidorf, młoda asystentka pielęgniarska, która patrzyła na starszą koleżankę z podziwem. Wagner, charyzmatyczna i dominująca, szybko owinęła ją sobie wokół palca.
27:30
Zobacz Irene, to ludzkie wraki, cierpiące i wymagające, ale my możemy jej pomóc. Lepiej niż służba zdrowia.
27:38
Ale jak? Pokażę ci.
27:41
Wprowadziła ją w swój mroczny świat, przedstawiając morderstwa jako akty miłosierdzia. Mówiła o skracaniu cierpienia, o uwalnianiu dusz. To była ich mała tajemnica, ich mordercza misja. Wkrótce dołączyły do nich dwie kolejne pielęgniarki. Doświadczona 40-letnia Stefania Majer i nieco starsza od niej Maria Gruber. Tak powstał śmiertelny kwartet. Cztery kobiety, które w dzień poprawiały pacjentom poduszki, w nocy wysyłały ich do grobu.
28:11
I jaki plan na dzisiejszą noc? Trzy sztuki.
28:15
Stworzyły własny makabryczny system. Pacjent, który był trudny, narzekał albo po prostu irytował którąś z nich, trafiał na czarną listę. Czasem wystarczył drobiazg, choćby zbyt częste wciskanie przycisku przywołującego pielęgniarkę, odmowa przyjęcia leków czy krzyk w środku nocy. Na tak błahych podstawach zapadał wyrok.
28:38
Metody udoskonalały z czasem. Zaczęło się od przedawkowywania insuliny, morfiny lub rofenolu, silnego środka nasennego. Ale te sposoby pozostawiały ślady. Wagner wpadła więc na pomysł genialny w swojej prostocie i okrucieństwie. Nazwały go kuracją wodną. Jedna z pielęgniarek przytrzymywała głowę ofiary. Druga zatykała nos. Trzecia wlewała wodę prosto do ust i gardła, aż wypełniła płuca. Śmierć następowała przez utonięcie. Była cicha, szybka i co najważniejsze praktycznie niewykrywalna podczas standardowej sekcji zwłok.
29:14
Woda w płucach u starszej osoby mogła sugerować obrzęk lub powikłanie po zapaleniu płuc. Nikt niczego nie podejrzewał.
29:24
Pani Wagner, czytałem w raporcie, że w nocy mieliśmy zgon.
29:27
Tak, niestety.
29:29
Dobrze, dziękuję. Wypiszę akt.
29:35
Czuły się bezkarne. Zabijały dla wygody, rozrywki, dla potwierdzenia swojego poczucia władzy. Wagner jako liderka wydawała polecenia. Sama chełpiła się, że potrafi zgasić światło każdemu pacjentowi. Z dumą mówiła do swoich towarzyszek zbrodni.
29:53
Wysyłamy ich na bezpośrednie spotkanie z Panem Bogiem.
29:58
Przez sześć długich lat od 1983 do 1989 roku anioły śmierci działały bez przeszkód. Jak to możliwe? Jak w nowoczesnym szpitalu w sercu Europy mogło dojść do seryjnych morderstw na taką skalę? Odpowiedź jest równie przerażająca jak same zbrodnie. System zawiódł na całej linii. Personel był przepracowany. Lekarze rzadko pojawiali się na oddziale w nocy. Nikt nie analizował statystyk zgonów, które w pawilonie 5 drastycznie wzrosły.
30:31
Śmierć starszych osób traktowano jako coś naturalnego, nieuniknionego. Skargi pacjentów, którzy szeptali o pielęgniarkach, które zabijają, były ignorowane i zbywane jako starcza demencja. System stworzył idealne warunki dla bestii w białych kitlach. Zbrodnia doskonała jednak nie istnieje. Nawet najsprytniejszy morderca popełnia błędy, a pycha często kroczy przed upadkiem. W lutym 1989 roku Waldraud Wagner, Irene Leidorf, Sztefania Mayer siedziały w podwiadeńskiej gospodzie popijając wino.
31:06
Alkohol rozwiązał im języki.
31:09
W pewnym momencie w pijackim uniesieniu Wagner zaczęła się przechwalać.
31:14
A pamiętacie, jak ostatnio załatwiłam te, co tak chrapała? Wystarczyło ją podlać i ucichła od razu.
31:21
Co? Zamiast chrapać, ból gotała!
31:26
Opowiedziała ze szczegółami zastosowaną kurację wodną. Nie wiedziała, że przy sąsiednim stoliku siedział młody lekarz. Z początku myślał, że to makabryczny żart, ale im dłużej słuchał, tym bardziej ich słowa mroziły mu krew w żyłach. Następnego dnia wykręcił numer policji. Początkowo śledczy byli sceptyczni. Pielęgniarki, morderczynie? To brzmiało jak scenariusz taniego horżoru. Ale gdy zaczęli przesłuchania, mur milczenia pęgł. Pierwsza przyznała się Irene Leidorf, a potem jedna po drugiej pozostałe.
31:59
Ich zeznania wstrząsnęły nawet najbardziej doświadczonymi oficerami.
32:04
Od czasów wojny i nazistowskiej akcji T4 nie słyszałem o czymś takim.
32:10
Opowiadały o zabójstwach z beznamiętną precyzją, jakby relacjonowały zwykły dzień w pracy. Liczby rosły w zastraszającym tempie. Jedno morderstwo, potem 10-20. Ostatecznie Waltraud Wagner przyznała się do 10 zabójstw i 17 prób. Pozostałe pielęgniarki do kolejnych kilkudziesięciu. Łącznie udowodniono im 49 morderstw.
32:34
Ale same przyznały, że ofiar mogło być znacznie więcej. Niektóre szacunki mówiły nawet o dwustu. Nie pamiętały wszystkich. Zabijały tak często, że poszczególne ofiary zlewały im się w jedną, bezimienną masę. Austria zamarła w szoku. Jak to możliwe? Jak anioły miłosierdzia mogły okazać się aniołami śmierci? Proces, który rozpoczął się w 1991 roku był jednym z najgłośniejszych w historii kraju. Na ławie oskarżonych zasiadły cztery kobiety o całkowicie zwyczajnych twarzach.
33:08
To nie były potwory z filmów, to były sąsiadki, matki, koleżanki.
33:13
Wysoki sądzie, moja klientka kierowała się wypaczonym, ale na swój sposób jednak poczuciem miłosierdzia.
33:22
Waltraud Wagner, liderka i mózg operacji, została skazana na dożywocie. Irene Leidorf również. Pozostałe dwie, Stefania Meyer i Maria Gruber, usłyszały wyroki 20 i 15 lat więzienia. Sprawa aniołów śmierci z Leinz wywołała głęboką debatę medialną, społeczną i polityczną. Ujawniła przerażającą prawdę o tym, jak łatwo system stworzony, by chronić, może stać się ślepy i głuchy i jak cienka jest granica między opieką a pogardą. Co najbardziej przeraża w tej historii to jej epilog.
33:55
Maria Gruber i Stefania Meyer wyszły na wolność po odbyciu kary. Irene Leidorf została zwolniona warunkowo w 2008 roku. W tym samym roku, po zmianie nazwiska, na wolność wyszła również ona, architekt całej zbrodni, bestia w białym kitlu, Waltraud Wagner. Prawdopodobnie nikt z sąsiadów czy ludzi mijających na ulicy kobietę po sześćdziesiątce nie wie, że patrzy na jednego z najstraszliwszych seryjnych morderców w historii kraju.
34:28
Imię i nazwisko. Beverly Allitt. Pseudonim. Anioł śmierci. Czas i miejsce popełniania morderstwa. Lincolnshire. Anglia od lutego do kwietnia 1991 roku. Liczba ofiar. Cztery śmiertelne. Skazana na trzynastokrotne dożywocie.
34:46
Durwać bestie w MFFN.
34:56
instynktownie szuka ratunku. Białe kitle, zapach płynów dezynfekcyjnych i cicha obietnica, że tutaj, bardziej niż gdziekolwiek indziej, pacjenci i ich bliscy są bezpieczni. Zwłaszcza ci najbardziej bezbronni. Dzieci. Ale co jeśli to właśnie na oddziale pediatrycznym czaił się drapieżnik? Co jeśli osoba, której ufano najbardziej, osoba, która z uśmiechem poprawiała kocyk dziecka, była tą, która za chwilę miała odebrać mu życie? Spokojne angielskie miasteczko Lincolnshire.
35:29
To tu grasowała Beverly Allitt, anioł śmierci.
35:33
Jak się czujesz, kochaniutka? Wszystko dobrze? Troszkę boli mnie głowa, no i nie mogę spać. Poczekaj, dam Ci lekarstewko i zaraz uśniesz.
35:47
Był rok 1991. Szpital Grantham & Castiven w hrabstwie Lincolnshire, mała prowincjonalna placówka. Wszyscy się tam znali. Personel tworzył zgrany zespół, niemal rodzinę. Oddział numer 4 był oddziałem pediatrycznym. Zwykle trafiały tu dzieci z drobnymi infekcjami, z zapaleniem płuc czy zastmą. Z niczym, z czym nowoczesna medycyna nie mogłaby sobie poradzić. W lutym do zespołu oddziału dołączyła nowa pielęgniarka. Dwudziestoletnia Beverly Allitt.
36:18
Polchna, cicha, może trochę nieśmiała, ale za to bardzo oddana pracy. Zawsze chętna do wzięcia dodatkowego dyżuru. Koszmar rozpoczął się zaledwie kilka dni po jej zatrudnieniu. 21 lutego na oddział trafił 7-miesięczny Liam Taylor. Miał lekką infekcję. Nic groźnego. Beverly Allitt zapewniła jego rodziców, że maluch jest w dobrych rękach i odesłała ich do domu, by odpoczęli.
36:43
Byliśmy wdzięczni. Pielęgniarka Allitt wydawała się bardzo opiekuńcza. Powiedziała, żebyśmy się nie martwili. Kilka godzin później dostaliśmy telefon. Lekarz powiedział, że Liam przestał oddychać.
36:55
Chłopiec nagle doznał ataku serca. Mimo rozpaczliwej reanimacji jego mózg został nieodwracalnie uszkodzony. Liam zmarł. Lekarze byli w szoku. Zespół nagłego zgonu niemowląt? Wada wrodzona, której nie wykryto?
37:10
Wtedy nikt jeszcze nie łączył tej tragedii z nową pielęgniarką, ale to był dopiero początek. Zaledwie dwa tygodnie później, 5 marca, na oddział trafił 11-letni Timothy Hardwick, chłopiec z dziecięcym porażeniem mózgowym. Beverly Allitt została z nim sama w pokoju. Chwilę później wezwała pomoc, ale Timothy już nie żył. Pielęgniarki z oddziału 4 zaczęły szeptać po kątach. W małym szpitalu, gdzie od lat nie zmarło żadne dziecko, nagle w ciągu kilku tygodni doszło do dwóch niewyjaśnionych zgonów i kilku nagłych zapaści.
37:44
Na oddziale zapanował niepokój. Dzieci, które były przejmowane z błochymi dolegliwościami, nagle siniały, przestawały oddychać, a ich serduszka się zatrzymywały.
37:54
Pięciomiesięczny Paul Crumpton trafił na oddział z infekcją dróg oddechowych. W ciągu kilku dni jego stan drastycznie się pogorszył. Trzy razy zapadał w śpiączkę z powodu nagłego, katastrofalnego spadku poziomu cukru we krwi.
38:09
To niemożliwe. Jego poziom insuliny jest gigantyczny. Trzustka niemowlecia nie jest w stanie wyprodukować takiej ilości insuliny. Ktoś musiał mu ją podać.
38:18
Ktoś pomylił fiolki?
38:20
Możliwe.
38:22
Albo nie.
38:24
To nie był błąd, to była egzekucja. Beverly używała insuliny albo chlorku potasu, a gdy nie miała do nich dostępu, po prostu dusiła bezbronne dzieci. W kwietniu jej ofiarą padła dwumiesięczna Becky Phillips, która zmarła po podaniu insuliny. Jej siostra bliźniaczka Katie również została zaatakowana Katie przeżyła, ale w wyniku niedotlenienia mózgu straciła wzrok i została trwale sparaliżowana Bilans tych strasznych 59 dni był przerażający Czworo dzieci nie żyło, dziewięcioro innych otarło się o śmierć Zespół medyczny zaczął rozumieć, że w ich szpitalu grasował seryjny morderca Dyrekcja wezwała policję
39:07
Panie oficerze, to nie może być przypadek. Przez lata nie mieliśmy tu żadnych zgonów ani zapaści dzieci. A teraz?
39:14
Poproszę o dokumentację medyczną ofiar i grafik zespołów, które się nimi opiekowały. Oczywiście. Jestem do dyspozycji.
39:22
Do akcji wkroczył nadinspektor Stuart Clifton. Kiedy pojawił się w szpitalu Grantum, stanął przed wyzwaniem polegającym na zrozumieniu medycznego żargonu w dokumentacji i połączeniu konkretnych przypadków i zdarzeń z konkretnymi ludźmi. Lekarze, pielęgniarki, salowe. Z każdym kolejnym wykreślonym nazwiskiem pętla zaciskała się wokół jednej osoby. Tylko jedna pielęgniarka była obecna przy każdym, absolutnie każdym incydencie. Beverly Allitt. Kim była ta młoda kobieta?
39:53
Kiedy śledczy zagłębili się w jej życiorys, odkryli, że jako nastolatka nieustannie symulowała choroby. Zakładała sobie gips na zdrowe kończyny, bandażowała oczy, twierdząc, że straciła wzrok i tak dalej. Wielokrotnie wymuszała przyjęcie do szpitala. Kiedy dorosła i lekarze przestali wierzyć w jej wymyślone dolegliwości, znalazła inny sposób. Skoro nie mogła krzywdzić siebie, by zyskać uwagę, postanowiła krzywdzić innych. Tych najbardziej bezbronnych. Policja miała już podejrzaną, ale nie miała dowodów.
40:24
Nikt nie widział, jak Beverly robiła śmiertelny zastrzyk. Dzieci, które przeżyły, były zbyt małe, by cokolwiek powiedzieć. Stuart Clifton wiedział, że trzeba znaleźć twardy dowód materialny, inaczej anioł śmierci wymknie się wymiarowi sprawiedliwości.
40:40
Jak pani dawkowała leki dzieciom? Wedle własnej wiedzy czy zaleceń lekarza?
40:44
Zawsze wedle zaleceń. Tylko lekarz może ordynować leki.
40:50
Śledczy przeanalizowali procedury wydawania leków i zauważyli coś dziwnego. Dziennik wydawania insuliny z oddziału 4 zaginął. Został po prostu wyrwany ze skoroszytu. Ale Alit popełniła błąd. Policjanci przeszukali dawną szatnię pielęgniarek. W jednej z szafek odnaleźli brakujące strony z rejestru. To jednak wciąż była tylko poszlaka. Przełom nastąpił dzięki nowoczesnej medycynie i skrupulatności doktora Nelsona. Badania krwi małego Paula Cromptona, wysłane do specjalistycznego laboratorium, wykazały nie tylko gigantyczną dawkę insuliny, ale także brak substancji, która występuje naturalnie, gdy organizm sam ją produkuje.
41:32
To był żelazny dowód, że insulina została przez kogoś wstrzyknięta. Co więcej, śledczy sprawdzili dokumentację poboru kluczy do szafek z lekami. Beverly Allitt jako jedyna nie miała alibi na czas, gdy z szafki znikały ampułki. W lipcu 1991 roku nadinspektor Clifton podjął decyzję.
41:53
Aresztowaliśmy ją w jej domu. Była zaskakująco spokojna. Żadnych emocji, żadnego płaczu, żadnego oburzenia. Podczas przesłuchań siedziała jak kamień. Zadawaliśmy jej pytania o te maleńkie, niewinne dzieci. O Liama, o Timotiego, o bliźniaczki. A ona patrzyła na nas pustym wzrokiem i powtarzała wyuczoną formułkę.
42:14
Nic o tym nie wiem. Po prostu wykonywałam swoje obowiązki.
42:19
Ten chłód do dziś sprawia, że mam ciarki na samą myśl o niej.
42:23
Proces Beverly Allitt rozpoczął się w 1993 roku w Nottingham. Prokuratura przedstawiła szereg dowodów i zeznań lekarzy o nienaturalnych dolegliwościach i zgonach podopiecznych oddziału. Policyjni biegli i przeanalizowali grafiki dyżurów. Obrona próbowała grać kartą niepoczytalności. Wskazywali na problemy psychiczne Allitt, jej anoreksję, zaburzenia osobowości. Twierdzili, że nie wiedziała, co robiła.
42:50
Z psychologicznego punktu widzenia sprawa ALIT to podręcznikowy, choć ekstremalnie brutalny przykład zastępczego zespołu Minhausena. To zaburzenie psychiczne, w którym opiekun, najczęściej matka, ale czasem też personel medyczny, celowo wywołuje objawy chorobowe u osoby zależnej, zazwyczaj dziecka.
43:08
A jaki miała w tym cel?
43:10
Uwaga, współczucie, zastępczy zespół Minhausena to desperackie wołanie o bycie w centrum zainteresowania. Kiedy dziecko nagle przestawało oddychać, Beverly jako pierwsza biła na alarm. Zwoływała lekarza, asystowała przy reanimacji, grała rolę bohaterskiej pielęgniarki, która walczy o życie pacjenta. A kiedy dziecko umierało, mogła liczyć na współczucie całego otoczenia. Była biedną Beverly.
43:34
Na której rękach zmarło kolejne maleństwo To dawało jej perwersyjną satysfakcję i poczucie władzy nad życiem i śmiercią Ława przysięgłych widziała kobietę, która metodycznie z zimną krwią planowała zbrodnię Która wybierała momenty, gdy inni byli na przerwie i nie patrzyli Która zacierała ślady, kradonąc strony z rejestrów To nie było działanie Wamoku, to była seria precyzyjnie wykonanych egzekucji. Po ponad dwumiesięcznym procesie zapadł wyrok.
44:05
Beverly Allitt, zostaje pani uznana winną czterech morderstw, trzech usiłowań morderstwa i sześciu przypadków spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Wskazuje panią na trzynaście wyroków dożywotniego pozbawienia wolności.
44:22
Sędzia w uzasadnieniu wyroku dodał, że uważa ją za osobę tak niebezpieczną, że prawdopodobnie nigdy nie powinna opuścić murów więzienia. Ze względu na zdiagnozowane po procesie psychopatyczne zaburzenia osobowości, Beverly została umieszczona w Rampton Secure Hospital, szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze dla najgroźniejszych przestępców. Przebywa tam do dziś. Nigdy nie przeprosiła rodzin ofiar. Nigdy nie przyznała się do winy w sposób jednoznaczny i nigdy nie wykazała skruchy.
44:52
Imię i nazwisko.
44:54
Harold Shipman. Pseudonim. Doktor Śmierć. Wykonywany zawód.
44:59
Lekarz rodzinny.
45:01
Oskarżony o... Zamordowanie 15 osób. Prawdopodobna liczba ofiar.
45:06
Od 215 do nawet 250. Skazany na... 15-krotne dożywocie. Popełnił samobójstwo w więziennej celi.
45:19
Przez 23 lata praktyki lekarskiej nazywano go naszym kochanym doktorem. Gdy wyszło na jaw, że w swojej walizce nosił zastrzyki z diamorfiną, jak farmaceutycznie określa się heroinę, i uśmiercił za ich pomocą co najmniej 215 pacjentów, zyskał przydomek doktor śmierć. A także miano seryjnego mordercy, który zabił największą liczbę ofiar w historii Wyspy Brytyjskich i nie tylko.
45:44
Umarła, ale to była cicha i łagodna śmierć. Sam chciałbym tak umrzeć.
45:50
Tak Harold Shipman pocieszał rodziny swoich pacjentów, przy śmierci których bardzo czynnie, jak wykaże śledztwo, asystował. Jak i kiedy w umyśle lekarza o powierzchowności dobrodusznego intelektualisty zakiełkował pomysł, by zamiast leczyć ludzi, zabijać ich. Niektórzy twierdzą, że był uzależniony od zabijania. Poczucie, że ma władzę nad życiem i śmiercią ludzi sprawiało mu niewiarygodną przyjemność. Inni uważają, że winę za mordercze skłonności Shipmana można przepisać przed wczesnej śmierci jego matki.
46:20
Umarła na raka, gdy Harold miał 17 lat.
46:23
Jej agonia trwała bardzo długo, a lekarze tłumili ból, podając kobiecie zastrzyki z morfiny Wkrótce po jej śmierci Shipman postanowił studiować medycynę w Leeds W czasie studiów niczym specjalnym się nie wyróżniał Jego koledzy wspominali Najczęściej to uczył się samotnie w swoim pokoju Był typowym odludkiem Mimo, że Shipman nie balangował i nie był duszą towarzystwa W tym czasie udało mu się poznać swoją przyszłą żonę, Primrose Ożenił się z nią już we wieku 20 lat, ponieważ 17-letnia dziewczyna zaszła w ciążę Para doczekała się czwórki dzieci Primrose była wpatrzona w męża jak w obrazek Gdy po latach lekarza morderca aresztowano, dziennikarz The Times napisał
47:05
Primrose miała wszystkie cechy idealnej żony seryjnego mordercy. Jej adoracja schlebiała Ego Shipmana i utwierdzała jego pospolity umysł w przekonaniu, że jest geniuszem, że może być panem ludzkiego życia, niczym Bóg.
47:19
Po studiach Harold Shipman odbył staż w miasteczku Pontefract w północnej Anglii. Następnie wraz z rodziną trafił do kilkunastotysięcznego Todd Morten. Cieszył się opinią nie tylko dobrego lekarza, ale i aktywnego lokalnego działacza społecznego. Jednak do czasu. Ktoś złożył na niego doniesienie, choć nie z powodu podejrzanych zgonów pacjentów, które ujawniło późniejsze śledztwo.
47:41
Doktor Shipman zamawia ogromne ilości demerolu we wszystkich aptekach w mieście. Ja bym to sprawdził.
47:48
Inspektor do spraw leków skontrolował lekarza, wykazując spore nadużycia, w tym wypisywanie ogromnych ilości recept na diamorfinę. Shipman, obawiając się szczegółowego śledztwa, przyznał się do uzależnienia.
48:00
Tak, mam problemy z narkotykami. Cierpię na depresję. Zgadzam się na odwyk, rozumiem, że to jest konieczne.
48:07
Młody doktor stanął przed komisją dyscyplinarną złożoną z lekarzy, która ukarała go grzywną w wysokości 600 funtów. Został też skierowany na przymusowe leczenie psychiatryczne. Nikomu nie przyszło do głowy, że narkotyki służą Shipmanowi do tego, by uśmiercać pacjentów. Nie odebrano mu prawa do wykonywania zawodu Dlatego po rocznym leczeniu mógł spokojnie wrócić do pracy Zamieszkał na przedmieściach Manchesteru w Hyde Został lokalną osobistością Zasiadał m.in. w radzie szkoły Miał kilka tysięcy pacjentów, którzy niemal bili się o to, by był ich lekarzem A pani u kogo się leczy?
48:42
Ja? U Shipmana oczywiście To jest najlepszy doktor w mieście Mądry, spokojny Cała rodzina do niego chodzi
48:51
Doktor Harold Shipman budził zaufanie i sympatię. Na swoje pięćdziesiąte urodziny zaprosił ponad setkę gości. Byli wśród nich krewni pacjentów, których, jak się później okazało, zamordował. Ksiądz Dennis Meicher z lokalnej parafii św. Pawła, gdy zbrodnie lekarza wyszły na jaw, wyznał.
49:08
Hajd to małe miasto. Mieszkają tu głównie przedstawiciele klasy robotniczej. Przeciętni, zwyczajni, szarzy ludzie.
49:20
Dlatego wynieśli swojego opiekuńczego lekarza na piedestał.
49:25
Nie zadawano zbędnych pytań, mimo że w prywatnej klinice kochanego pana doktora dochodziło do wielu niewytłumaczalnych śmierci W aktach zgonu Shipman w rubryce powód zawsze wpisywał przyczyny naturalne Początkowo lekarz z Manchesteru mordował przede wszystkim pacjentów w krytycznym stanie Pierwszą zbrodnię popełnił w marcu 1975 roku jeszcze w Todmorden Jego ofiarą była chora na raka Eva Lyons Wnuczka Iwy, Deborah Bartlett, wyznała po latach
49:54
Moja babcia była bardzo chora, ale chciała żyć. Miała plany na przyszłość i całkowicie ufała Shipmanowi. Tak samo dziadek. Po wstrzyknięciu przez lekarza truciznę dziadek zaproponował mu nawet kawę. Gdy Shipman ją wypił, pochylił się nad leżącą w łóżku babcią i powiedział spokojnie – umarła.
50:14
Po pewnym czasie Shipman rozszerzył swoją działalność o pacjentów, którzy bynajmniej nie byli u kresu życia. W kręgu jego zainteresowań leżały przede wszystkim osoby samotne. Starsze kobiety, wdowy, nie posiadające zbyt wielu krewnych. Działał według schematu. Najpierw zdobywał zaufanie pacjenta i jego rodziny. Przejawiał troskę, odwiedzał chorego w domu, a następnie, podczas którejś z kolejnych wizyt, wstrzykiwał mu śmiertelny zastrzyk. Mimo wszystko czasem coś nie wychodziło. W 1979 roku dwukrotnie podał pacjentom za małą dawkę narkotyku, powodując u nich długotrwałą śpiączkę Po śmierci jednego z owych pacjentów, jego syn oskarżył Shipmana o błąd w sztuce Jeszcze większą wpadkę lekarz morderca zaliczył w przypadku Alice Gorton Zaaplikował pacjentce śmiertelny zastrzyk, po czym oznajmił jej córce Przykro mi, ale pani matka nie żyje, umarła z przyczyn naturalnych Niemal w tej samej chwili pani Gorton otworzyła oczy i podniosła się z łóżka To przestraszyło Harolda na tyle, że przez dłuższy czas wstrzymał się od uśmiercania pacjentów Gdy wrócił do swoich praktyk zaczął ostrożnie Od mordowania terminalnie chorych Zatrudnił się też jako lekarz w miejscowym domu opieki Podczas wizyt informował personel, że chory jest w stanie krytycznym Czy coś jeszcze możemy dla niego zrobić, panie doktorze?
51:34
Proszę zawiadomić rodzinę, niech się pospieszą
51:37
Gdy pielęgniarka czy opiekun wychodzili z pokoju, Shipman aplikował choremu diamorfinę. Następnie twierdził, że niestety w międzyczasie pacjent zmarł. Doktor Śmierć wciąż przyjmował też chorych w swojej prywatnej klinice. Jedną z jego stałych pacjentek była niejaka Ivy Lomas, 63-letnia wdowa. 4 maja 1997 roku zgłosiła się do gabinetu Shipmana z ostrym bólem gardła. Ten zawołał ją do pokoju zabiegowego. Carol Chapman, recepcjonistka z kliniki, zeznała później.
52:10
Byli tam pół godziny. Następnie z gabinetu wyszedł sam doktor, wyglądał na bardzo zmęczonego. Wezwał mnie do siebie i powiedział, że pani Lomas zmarła na zawał serca i że reanimacja nie powiodła się.
52:22
Gdy przyjechała policja, Harold Shipman wykazał się specyficznym poczuciem humoru, zwierzając się z szokowanym funkcjonariuszom.
52:29
Powiem wam panowie, że ta Lomas była straszną hipochondryczką. Bez przerwy do mnie przyłaziła. Ciągle coś jej było. Aż miałem zamiar wywiesić tabliczkę na krześle w poczekalni. Zarezerwowane dla Ivy Lomas.
52:43
Mimo, że Shipman był nazywany kochanym doktorem, niekiedy pozwalał sobie na cyniczne i bezduszne uwagi. Kiedy w lutym 1998 roku Stephen Dixon zapytał lekarza, jak długo jeszcze pożyje jego chory na raka teść, Shipman odparł.
52:57
Cóż, ja bym mu nie kupował wielkanocnych jajek.
53:01
Rzeczywiście, teść pana Dicksona nie doczekał Wielkanocy. Cztery dni później Harold Shipman uśmiercił go za pomocą zastrzyku. Doktor Śmierć zwykle nie wzywał karetki pogotowia, a okoliczności zgonu wymyślał na poczekaniu.
53:14
Panie doktorze, ale jeszcze dziś rano mąż się uśmiechał, wypił herbatę. Jak to możliwe, że on nie żyje?
53:21
Wie pani, odwróciłem się tylko po stetoskop, a on już nie oddychał. Musiał go dopaść rak.
53:29
Choć pacjenci dr Shipmana umierali na potęgę, tylko w 1997 roku w jego klinice zmarło 47 osób, przez długi czas nikt nie nabierał podejrzeń co do jego praktyk. Jedyną osobą, która uważała, że w klinice Shipmana nie dzieje się dobrze, był Alan Macy, właściciel miejscowego zakładu pogrzebowego. Zgłosił tę sprawę na policję.
53:50
Zauważyłem, że umiera bardzo duży procent pacjentów dr Shipmana. Ponadto kończą swój żywot w identycznych okolicznościach. Policja jednak zbagatelizowała sprawę.
54:01
Do czasu, bowiem z niejasnych przyczyn morderca w końcu popełnił poważny błąd. W czerwcu 1998 roku zamordował 81-letnią Caitlin Grandy, wdowę po burmistrzu miasta Hyde. Po raz pierwszy Shipman odstąpił od swojego schematu i postanowił się przy okazji wzbogacić. Nieudolnie sfałszował testament do wiary, na mocy którego rzekomo zapisał Pisała mu ona 386 tysięcy funtów Było to o tyle dziwne, że pani Grandy miała córkę, z którą pozostawała w bardzo bliskich relacjach Do tego kobieta była prawniczką i łatwo wykryła fałszerstwo Harold Shipman został aresztowany Proces doktora mordercy odbył się w 2000 roku w Preston Udowodniono mu 15 morderstw, ale śledztwo wykazało, że było ich znacznie więcej Shipman uśmiercił co najmniej 171 kobiet i 44 mężczyzn Najmłodsza ofiara, Iter Levy, miała 41 lat Najstarsza, Ann Copper, 93 Raport z jego zbrodni liczył 6 grubych tomów Sędzia, Jane Smith, oświadczyła na sali sądowej
55:08
Każdy, kto czyta ten raport jest zszokowany potwornością zbrodni Shipmana w sposób niewyobrażalny na duży łon zaufania swoich pacjentów.
55:21
Tymczasem doktor śmierć siedział na ławie oskarżonych z niewzruszoną miną. Taką samą minę zachował, gdy sąd ogłosił wyrok. Piętnastokrotną, bezwzględną karę do żywocia za zamordowanie piętnastu kobiet. Nigdy nie przyznał się do winy. W więzieniu był arogancki i nie przestrzegał przepisów, za co spotykały go kary porządkowe. Wciąż jednak zachowywał niezmącony spokój. Według strażników załamał się dopiero przed świętami Bożego Narodzenia w 2003 roku.
55:50
Kazano nam wynieść z jego celi telewizor i pozbawiono go prawa do cywilnego ubrania. Był totalnie zdrozgotany.
55:58
Kilka tygodni później, 13 stycznia 2004 roku, dr Harold Shipman popełnił samobójstwo w swojej celi. W przeddzień 58 urodzin powiesił się na prześcieradle.
56:13
DURWAĆ BESTIE W RMFN
56:34
Odbierał życia zamiast je ratować. Mimo, że przez lata znajdował się na celowniku śledczych, pozostawał właściwie bezkarny. Prawdopodobnie był zamieszany w aż 60 śmiertelnych zatruć pacjentów oraz współpracowników w Ameryce Północnej i w Afryce, jednak większości z nich nigdy mu nie udowodniono. Ale cztery zgony, do których się przyczynił i przyznał, wystarczyły, by Michael Swango, lekarz z wykształcenia, choć nie z powołania, do końca życia oglądał świat zza krat.
57:06
Urodził się 21 października 1954 roku w Takomie, w stanie w Waszyngton, w rodzinie Muriel i Johna Virgila Swango. Jego ojciec był oficerem armii USA w stopniu pułkownika, służył m.in. w Wietnamie.
57:20
Po powrocie z wojny osobowość Johna Virgilla uległa zmianie. Popadł w depresję i alkoholizm. Swoich trzech synów, z których Michael był tym środkowym, traktował jak nieposłusznych rekrutów. Znęcał się szczególnie nad jednym z braci Michaela, Robertem oraz nad żoną Muriel. Po pewnym czasie i 16 przeprowadzkach rodziny Swango, John Virgil stopniowo zaczął odsuwać się od bliskich. W końcu oznajmił, że odchodzi, ponieważ ma już inne życie, po czym wyprowadził się do swojej wietnamskiej kochanki.
57:50
Początkowo wydawało się, że wydarzenia z dzieciństwa, surowe wychowanie i brak poczucia bezpieczeństwa w związku z nieustającym życiem na walizkach nie wpłynęły znacząco na psychikę Michaela Swango. Jednak odbiły się one w jego późniejszym życiu. Tymczasem Michael był wzorowym uczniem. Nie sprawiał żadnych kłopotów, grał też na klarnecie. Odbył szkolenie wojskowe w Korpusie Piechoty Morskiej, które zaowocowało pasją do uprawiania sportu. Swango ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet Quincy i rozpoczął studia medyczne na Southern Illinois University School of Medicine.
58:25
Tam też zaczęły się pojawiać pierwsze kłopoty.
58:29
Ej, a co ty tu masz za album? Wycinki o katastrofach, wypadkach, zbreźne zdjęcia? Stary, ale z ciebie zwyrol.
58:39
Fakt. Ale właśnie, ten album to dowód mojego niezrównoważenia umysłowego, więc... Więc w razie czego cię nie zamkną, sprytnie, sprytnie.
58:52
Koledzy zauważyli, że Michael ma dziwne zainteresowania. Kolekcjonuje artykuły o zbrodniach, podpaleniach czy gwałtach, ale w porównaniu z innymi problemami Swango ten wydawał się błahy. Przede wszystkim Michael, niegdyś prymus, stracił zupełnie zapał do nauki. Wolał pracować jako ratownik medyczny. Już wówczas podejrzewano u niego chorobliwą fascynację umierającymi pacjentami, ale w pracy ratownika, gwałtownie traconych Tak więc na podejrzeniach się skończyło W każdym razie skończyło do momentu, kiedy zwolniono go z pracy Powód pozwolił choremu z zawałem serca iść pieszo do jego auta i nim kierować Miesiąc przed planowanym ukończeniem studiów medycznych przez Michaela pracownicy uczelni dokonali bulwersującego odkrycia
59:38
Panie Suango, fałszował Pan opisy w dokumentacji pacjentek na położnictwie i ginekologii. Jak Pan to wytłumaczy? Ale ja... znaczy... Znaczy to, że w ogóle Pan nie badał tych pacjentek.
59:56
Mimo tego skandalu, a także innych nieprawidłowości zgłaszanych przez wykładowców i kolegów Swango, pozwolono mu dokończyć studia. Za jego wydaleniem głosowało 8 na 9 członków komisji, a relegacja wymagała jednomyślności. Pomimo słabych ocen i równie słabych rekomendacji, w roku 1983 przyjęto go na staż chirurgiczny w Ohio State University Medical Center, a następnie na rezydenturę z neurochirurgii. Pracujący z nim pielęgniarki zauważy że wcale nie tacy schorowani pacjenci zaczęli nagle umierać w tajemniczych okolicznościach.
60:33
Kiedyś nakryłam go na wstrzykiwaniu czegoś dziwnego pacjentowi, którego stan szybko się pogorszył. Słango nie umiał wytłumaczyć co mu podał.
60:42
Pielęgniarki zgłosiły swoje obawy administracji szpitala, jednak te zostały zlekceważone. Pobieżne dochodzenie wewnętrzne oczyściło Michaela z wszelkich zarzutów. Mimo to władze Uniwersytetu Stanowego Ohio nie były zainteresowane przedłużeniem stażu. Swango był znany ze swojego braku empatii i obojętności wobec pacjentów, a także ze swoich ciągot w kierunku nazizmu. W lipcu 1984 roku Michael Swango rozpoczął pracę jako ratownik medicalizmu.
61:10
Ambulance Corps. Prawdopodobnie ktoś, kto przyjmował go do pracy nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, że z poprzedniej pracy w ambulansie wyleciał z hukiem. Koledzy uważali go za dziwaka, władniętego różnymi makabrycznymi obsesjami. Uwielbiał słuchać i opowiadać o masowych mordach, A jego idolami byli seryjni mordercy, np. Henry Lee Lucas. Niektórzy z ratowników zaczęli też dostrzegać dziwną prawidłowość. Niemal za każdym razem, gdy Swango przenosił kawę lub jedzenie, paru kolegów gwałtownie chorowało.
61:41
Pewnego dnia przyniósł smażonego kurczaka. Wszyscy żeśmy się nim ciężko zatruli. Prócz Michaela.
61:49
Po tym jak w 1985 roku otruł arszenikiem czterech innych ratowników, został aresztowany. W jego domu znaleziono trutkę na mrówki zawierającą arszenik i inne trujące substancje. Jednak trucizny nie zawsze były ulubionym środkiem pozbawiania życia ofiar. Czasem przepisywał pacjentom dozwalone leki, ale w znacznie przekraczających normę dawkach, co powodowało ich zgon. Swango został aresztowany i skazany na 5 lat więzienia, z których odsiedział tylko 2. Kiedy wyszedł na wolność, zmienił nazwisko na Daniel J. Adams.
62:23
Pracował m.in. jako dozorca stanowy i technik laboratoryjny. Na żadnym z tych stanowisk nie zagrzał długo miejsca, za to jego współpracownicy często skarżyli się na uporczywe i nasilające się bóle brzucha. W tym samym czasie Swango poznał Christine Lynn Keeney, pielęgniarkę ze szpitala Riverside. Zakochali się w sobie i planowali ślub. Niestety także i Keeney stała się ofiarą trucicielskich zapędów Michaela. Po tym jak została przez niego ciężko otruta, zerwała z nim, a po pewnym czasie odebrała sobie życie.
62:57
Tymczasem Michael starał się o posady w kolejnych szpitalach. By je dostać, fałszował listy polecające i dokumenty prawne, m.in. z więzienia. W sfałszowanej kartotece kryminalnej widniała informacja, że został skazany za bójkę, za którą zasądzono mu 6 miesięcy pozbawienia wolności. W lipcu 1992 roku rozpoczął pracę w Stanford USD Medical Center w Sioux Falls w Dakocie Północnej, a następnie w szpitalu uniwersyteckim Stony Brook w Nowym Jorku.
63:26
Tam po raz kolejny jego pacjenci zaczęli umierać bez wyraźnego powodu Podejrzenie padło na Swango, ale brakowało dowodów W sprawie dopomogła matka nieżyjącej już wówczas Kristen Lynn Keeney, byłej partnerki Michaela Kobieta była przerażona słysząc, że Swango nadal pracuje jako lekarz Zadzwoniła do pielęgniarki w Sanford, do przyjaciółki swojej córki
63:48
Nie wierzę, że on u was pracował. A teraz truje ludzi w szpitalu w Nowym Jorku. Ten człowiek to morderca.
63:55
Cholera. Obiecuję, że natychmiast powiadomi o tym dyrekcję.
64:00
Tak też się stało. Władze Sanford poinformowały o wszystkim Jordana Coena, dyrektora Stony Brook. Podczas przesłuchania Michael Swango przyznał się do sfałszowania dokumentacji i do odsiadywania wyroku za otrucie. Został zwolniony dyscyplinarnie. Na fali skandalu ze szpitala zwolnił się także Jordan Cohen, ale zanim to zrobił wysłał ostrzeżenie do 125 szkół medycznych i tysiąca szpitali uniwersyteckich w całych Stanach Zjednoczonych, skutecznie uniemożliwiając zatrudnienie swango w jakiejkolwiek placówce tego typu w kraju.
64:32
Michael zniknął z pola widzenia do roku 1994, kiedy to FBI odkryło, że pracuje jako chemik w zakładzie uzdatniania ścieków w Atlancie. Śledczy uzyskali nakaz aresztowania mężczyzny pod zarzutem sfałszowania dokumentacji, jednakże ten nagle rozpłynął się w powietrzu. Okazało się, że uciekł do Afryki, dokąd nie dotarły ostrzeżenia o jego przeszłości i zatrudnił się w jednym ze szpitali w Zimbabwe. Tam natychmiast wrócił do swoich praktyk, a jego pacjenci umierali w niewyjaśnionych okolicznościach.
65:05
Słango wynajął pokój u pewnej wdowy, która po jakimś czasie zaczęła się oskarżać na dolegliwości żołądkowe. W końcu zgłosiła się do lekarza.
65:15
Podejrzewam u pani zatrucie arszenikiem.
65:18
Arszenikiem? Ale jak? Skąd?
65:21
Wyślemy próbki pani włosów do analizy kryminalistycznej do laboratorium w Pretorii.
65:27
Wyniki potwierdziły toksyczny poziom marszeniku. Raport z tej analizy trafił za pośrednictwem Interpolu do FBI. Agenci udali się do Zimbabwe w celu odbycia przesłuchań w tej sprawie. Michael Swango domyślił się, że pętla wokół niego się zaciska. Przekroczył granicę z Zambią, a następnie z Namibią, gdzie znalazł kolejną pracę. W tym czasie został zaocznie oskarżony o otrucia. W marcu 1997 roku złożył podanie o pracę w Szpitalu Królewskim w As-Zahran w Arabii Saudyjskiej, ponownie posługując się sfałszowanym CV.
66:01
Tymczasem śledczy zgromadzili już wystarczający materiał dowodowy, by aresztować Swango. Miało to miejsce w czerwcu 1997 roku na lotnisku w Chicago podczas międzylądowania w drodze do Arabii Saudyjskiej. W obliczu przedstawionych dowodów na fałszowanie dokumentów Swango przyznał się do winy i został skazany na 3,5 roku więzienia. Śledczy byli jednak pewni, że mają do czynienia nie tylko z oszustem, ale przede wszystkim z seryjnym mordercą.
66:32
Mamy 3 lata, by zebrać dowody na to, że otruł masę osób. Jeśli nam się nie uda, Drań wyjdzie na wolność i będzie zabijał dalej.
66:43
Prokuratura zgromadziła obszerne akta w tej sprawie. Ekshumowała także ciała trzech pacjentów Swango, w których znalazła ślady trucizny. Znaleziono dowody na to, że Michael Swango spowodował zgon pacjenta Barona Harrisa, podając mu rzekomy środek uspokajający. Ten wywołał paraliż i śpiączkę, a w konsekwencji śmierć mężczyzny. Prokuratorzy dowiedzieli się też, że Swango zabił cierpiącą na niewydolność serca Cynthia Ann McGee, której wstrzyknął roztwór potasu. 11 lipca 2000 roku niecały tydzień przed zwolnieniem Michaela Swango z więzienia został on oskarżony o trzy morderstwa i jedną napaść, a jednocześnie śledczy z Zimbabwe oskarżyli go o zatrucie siedmiu pacjentów, w tym pięciu ze skutkiem śmiertelnym.
67:26
Tydzień przed postawieniem zarzutów agenci FBI przesłuchali Swango w więzieniu.
67:32
Wiesz, że grozi ci ekstradycja do Zimbabwe, prawda? A tam czeka cię jedno. Kara śmierci. Ale, ale. Mamy propozycję.
67:42
Idź na ugodę, a dostaniesz maksymalnie dożywocie.
67:47
Tak też się stało. 6 września 2000 roku Michael Swango przyznał się do popełnienia czterech morderstw. W zamian za współpracę i zaakceptowanie kary dożywotniego pozbawienia wolności, prokurator nie ubiegał się o karę śmierci. Podczas procesu odczytano makabryczne fragmenty z notatnika Swango.
68:05
Nie ulega wątpliwości, że pozbawiając ofiary życia oskarżony czuł radość, a nawet ekscytację.
68:12
Michael Swango, lekarz, który niósł śmierć, został skazany na trzy kolejne wyroki dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego.
68:20
Na własną prośbę został osadzony w ADX Florence, najcięższym więzieniu federalnym, położonym u stóp gór skalistych. Przebywa tam do dziś. I do dziś agenci FBI są przekonani, że Swango może być odpowiedzialny nawet za 60 niewyjaśnionych zgonów. Co czyniłoby go jednym z amerykańskich, seryjnych morderców z największą liczbą ofiar na koncie.
68:44
Imię i nazwisko Nils Hoggel. Miejsce i okres działalności. Niemcy. Od 1999 do 2005 roku. Liczba ofiar. Potwierdzone 85. Domniemane nawet 300. Skazany na dożywocie. Durwać bestie w RMFN.
69:08
Szanowni Państwo, zebraliśmy się na dzisiejszej naradzie, aby omówić dziwnie wysoką liczbę przypadków resuscytacji i podejrzanych zgonów w ostatnim okresie w naszej placówce. Czy ktoś z Państwa zauważył jakąś anomalię lub prawidłowość skorelowaną z wydarzeniami?
69:25
Głos zabrał jeden lekarz.
69:32
na specjalnym zebraniu kadry kierowniczej, postanowiono omówić dziwną, znacznie wyższą od dotychczasowej średniej, liczbę zgonów pacjentów na oddziale intensywnej terapii. Podczas zebrania ustalono, że 58% przypadków wydarzyło się podczas dyżuru jednego z pielęgniarzy, Nielsa Hoggla. Brakowało jednoznacznych dowodów, natomiast zbieżność wzrostu omawianych przypadków podczas dyżurów młodego pielęgniarza była zaskakująca. Był on obecny na zebraniu i natychmiast po nim zniknął na trzytogodniowe zwolnienie.
70:06
W tym czasie ilość odnotowanych przypadków spadła do jedynie dwóch. Taka korelacja przypadków skłoniła zarząd kliniki do podjęcia decyzji.
70:15
Panie Hogel, wyjścia są dwa. Albo przynosimy pana z intensywnej terapii do logistyki i nie ma pan dostępu do pacjentów, albo opuszcza pan naszą klinikę z należną odprawą i nieskazitelnymi referencjami.
70:29
Jestem niewinny, ale widzę, że nie przyjmiecie tego do wiadomości. Nie widzę więc dla siebie miejsca w tej klinice.
70:36
Doskonała opinia jaką otrzymał pozwoliła mu bardzo szybko znaleźć zatrudnienie w innym renomowanym ośrodku w Delmenhorst w Bremen. Zaczął już w grudniu 2002 roku i z początku niczego specjalnego nie zauważono. Hogel okazał się być sympatycznym, sumiennym pracownikiem wywiązującym się wzorowo z obowiązków. Dokładnie tak jak potwierdzono w referencjach.
70:59
Z biegiem czasu jednak zaczęło przybywać przypadków zgonów w wyniku nagłej arytmii lub spadku ciśnienia krwi. Eskalacja wydarzeń, jak również pewien inny istotny fakt, zaczęły niepokoić pracowników kliniki.
71:13
Zaraz, zaraz, co tu robią te opakowania po gilu rytmalu? W rejestrze nie widzę, żeby którykolwiek z lekarzy go przepisywał.
71:21
W międzyczasie Hogel ułożył sobie życie, ożenił się, a w roku 2004 na świat przyszła jego córka. Na oddziale, na którym pracował, zaczynał jednak panować coraz większy niepokój. Szeregowi pracownicy zaczęli zauważać zbieżność gwałtownego wzrostu zgonów spełnionymi przez Nilsa wówczas dyżurami. Niektórzy wręcz unikali pracy razem z nim. Inni zgłaszali do zarządu swoje wątpliwości, lecz ten, w obawie o wybuch skandalu zagrażającego reputacji kliniki, nie robił w tej sprawie nic. Przełom przyszedł 22 czerwca 2005 roku.
71:56
Kogel to diabła, co ty robisz? Po jaką cholerę wstrzykujesz tym pacjentowi Gilu Rytmal? No, tak miał w karcie. Nic takiego tutaj nie ma, do ordynatora, już!
72:07
Nawet złapany za rękę, Hogel uniknął na pewien czas odpowiedzialności. Zarząd tej kliniki także bał się podejmować drastyczne decyzje, więc po prostu zwolniono go z pracy. W ostatnim dniu w klinice zdążył zaaplikować jeszcze jednemu pacjentowi lek, którego ten nie powinien dostać, a który wysłał go na tamten świat. Większą odwagą od kierownictwa kliniki wykazali się jej pracownicy. Poinformowali Ta rozpoczęła dochodzenie. Śledczy przebadali wszystkie przypadki śmierci w placówce w latach 2003-2005.
72:43
Zobacz, liczba zgonów podczas resuscytacji na intensywnej terapii w tym okresie podwoiła się względem poprzednich lat, a prawie trzy czwarte z nich wydarzyło się podczas dyżurów Nilsa Hoggla.
72:57
Brakowało jednak dowodów, by postawić mu zarzuty za coś więcej niż przypadek gdy został przyłapany na zastrzyku bez ordynacji lekarza. Sąd okręgowy skazał go w grudniu 2006 roku za usiłowanie zabójstwa na 5 lat więzienia i 5-letni zakaz wykonywania zawodu. Śledczy jednak nie zamknęli sprawy. W wyniku analizy udało się skazać go w 2016 roku.
73:27
dożywotni zakaz wykonywania zawodu. Gdy Nils siedział w więzieniu, prace śledczych i biegłych nad innymi podejrzanymi przypadkami trwały. Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił prokuraturze na postawienie w 2014 roku kolejnych zarzutów wobec Hogla. Oskarżono go o trzy morderstwa i dwa usiłowania zabójstwa.
73:49
Tylko tyle? Tak naprawdę w Delmenhorst zabiłem 30 pacjentów, a łącznie próbowałem 90. Ale dwie trzecie udało się odratować.
73:59
Niespodziewane przyznanie się do winy wywołało prawdziwą burzę w wymiarze sprawiedliwości, środowisku lekarskim i w mediach. Kim był naprawdę Nils Hoggel, młody pielęgniarz, który okazał się seryjnym mordercą? Nikim nadzwyczajnym. Urodził się 30 grudnia 1990.
74:19
Jego ojciec i babka byli pielęgniarzami, matka asystentką prawną. Chłopak miał normalne dzieciństwo, bez charakterystycznych dla innych przypadków seryjnych zbrodniarzy, domowych epizodów przemocy, wykorzystowania, nałogów czy innych patologii.
74:35
Wręcz był trzymany przez matkę pod kloszem i chroniony przed wpływem świata. Być może dlatego dość ciężko przeżył krótki kryzys, który zdarzył się w małżeństwie rodziców, gdy miał 11 lat. Doświadczenie to wywołało u niego stany depresyjne i lękowe, które miały nawracać w przyszłości. W szkole średniej odreagowywał to przybierając maskę wesołka, był w centrum uwagi towarzystwa i rozśmieszał rówieśników. Swoją przyszłość widział w straży pożarnej, Jednak nie przeszedł testów zdrowotnych i skierował się ku medycynie.
75:06
Nie dał sobie jednak rady na tak wymagającym kierunku i zmienił go na pielęgniarstwo, które tak dobrze znał z rodzinnego domu.
75:14
Hogle, Ty dostajesz przydział na intensywną terapię. To bardzo odpowiedzialne stanowisko. Mam nadzieję, że podołasz.
75:23
Dam z siebie wszystko.
75:26
Dla świeżaka presja, stres i traumy, jakich doświadcza się w takim miejscu, nie były łatwe do przełknięcia. W przeciwieństwie do alkoholu. To nim młody pielęgniarz dodawał sobie odwagi i leczył trudne doświadczenia.
75:39
Prawdopodobnie poczucie kompleksów na tym punkcie sprawiło, że chciał udowodnić swoją wartość podczas skutecznych reanimacji. Spróbować stworzyć wizerunek superbohatera intensywnej terapii, choć sam zeznał, że do Nie, Hoggle'a nie zatrzymało machiny ślewczej. Powstał specjalny zespół Cardio, który analizował całą zawodową ścieżkę mordercy. Ekshumowano 134 ciała na 67 cmentarzach w kilku krajach. Zebrano zeznania tych, którzy przeżyli i tych, którzy z nim współpracowali.
76:13
Ogrom materiału pozwolił postawić mu kolejne zarzuty.
76:17
Niels Hoggle zostaje oskarżony o spowodowanie śmierci 107 osób. Mamy dowody, które udostępnimy prokuraturze i sędziemu.
76:25
Ostatecznie prokuratura w styczniu 2018 roku oskarżyła go o zamordowanie 100 osób. 36 w klinice w Oldenburgu i 64 w Delmenhorst. Schemat jego działania polegał na wstrzykiwaniu upatrzonym pacjentom kliniki leków i substancji mających na celu gwałtowne obniżenie ciśnienia krwi albo wywołanie arytmii po to, by móc rozpocząć reanimację. Większość z zamordowanych pacjentów pierwotnie rokowała pełne szanse na powrót do zdrowia.
76:55
Ostatni dotychczas proces Hoggla odbył się 6 czerwca 2019 roku.
77:01
W obliczu niezbitych dowodów za zamordowanie 85 osób skazuje oskarżonego Nilsa Hoggla na karę dożywocia.
77:09
Wciąż podejrzewa się, że w ciągu 15-letniej kariery zawodowej mógł uśmiercić nawet 300 osób, choć już udowodniona liczba stawia go na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o ilość ofiar wśród niemieckich, seryjnych morderców. Prokuratura zapowiedziała również pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich, którzy zamiatali zbrodnie Anioła Śmierci pod dywan tylko po to, żeby zachować dobrą reputację.
77:37
Poznaj sekrety największych zbrodniarzy świata. Dorwać bestie w RMF FM.